| Home | Events | Article | _Article1 | TEKSTY | Photos | Blogs |
| Classifieds | All Music | _Article2 | czytelnia | Foto | Groups | _SITE |
Blogs
Search result
Pięć opowiadań. Pięć historii, których wspólnym elementem są różne oblicza miłości.
Samotna starsza pani z Ostendy, chowająca przeszłość w rękawiczce, sfrustrowana żona, która zrzuca ze skały swojego męża, młoda pielęgniarka, leczona tak naprawdę przez swojego pacjenta, miłośniczka kryminałów i wreszcie kobieta, która od piętnastu lat oczekuje na dworcu w Zurychu kogoś, kto może się nigdy nie zjawić.
Wszystkie opowiadania łączy miłość, śmierć, samotność i cierpienie. Bohaterowie ryzykują, by spełnić swoje marzenia. Nie zawsze wygrywają. To portrety pięciu zwykłych kobiet, opisane przez francuskiego pisarza Erica-Emmanuela Schmitta.
Miłośnicy twórczości E.E Schmitta i tym razem się nie zawiodą. To lekkie opowiadania, pełne emocji, filozoficznych refleksji, wzruszające. To proste i nieskomplikowane historie o ludziach i ich problemach, napisane w ciepły i przystępny sposób. To chwila oddechu i odnalezienia w szarej codzienności czegoś niezwykłego.
Na temat miłości, cierpienia i śmierci napisano już bardzo dużo. To, czy autor poradził sobie z tematem i czy czytelnik odnajdzie w książce coś nowego, pozostawiam już indywidualnej ocenie.
Nie ma chyba takiej osoby czytającej, która nie słyszałaby o „Małym Księciu” Antoine de Saint Exupery’ego i nie znała pochodzącego z tej książki cytatu, mówiącego: „Najważniejsze jest dla oczu niewidoczne, widzi się tylko sercem”. Każdy, kto zgadza się z tym twierdzeniem, powinien sięgnąć po dzieło innego francuskiego literata – Erica Emmanuela Schmitta, noszące tytuł „Kiedy byłem dziełem sztuki”.
Jest to historia Adama – zakompleksionego, niczym niewyróżniającego się chłopca, który chcąc odmienić swoje, według niego, nic nie warte życie postanawia poddać się niecodziennemu eksperymentowi. Pozorując własną śmierć oddaje się w ręce ekscentrycznego artysty, który przeistacza go w żywą rzeźbę, Adama bis, będącego na ustach wszystkich ludzi i podziwianego na całym świecie. Czy jednak Adam w nowej roli czuje się szczęśliwy? Czy utrata wolności na rzecz międzynarodowej sławy jest warta swej ceny? Jak potoczą się losy głównego bohatera? I wreszcie, co tak naprawdę świadczy o naszej wyjątkowości? Każdy, kto przeczyta tę fascynującą książkę przynajmniej częściowo będzie mógł odpowiedzieć sobie na te pytania...
„Kiedy byłem dziełem sztuki” to piękna, niesamowita historia o prawdziwej wartości życia, człowieka i tym, co naprawdę w życiu ważne. Gorąco polecam!
Eric-Emmanuel Schmitt zaskoczył swoich wiernych czytelników, pisząc powieść o sytuacji politycznej w Iraku i rządach Saddama Husajna.
"Ulisses z Bagdadu" to opowieść o chłopcu o imieniu Saad Saad, który w wojnie stracił narzeczoną, siostrzenicę, wreszcie ukochanego ojca. Chcąc poznać lepsze życie, pomóc matce, a przede wszystkim odnaleźć sens własnego życia, wyrusza w pełną niebezpieczeństw podróż do Anglii. Całą drogę towrzyszy mu duch ojca, który nie opuści syna nawet w chwilach zwątpienia. Saad Saad poznaje świat okrutny, niebezpieczny, nieszczęśliwy, przepełniony nienawiścią i nielegalnym handlem. Poznaje wielu ludzi, którzy pomagają mu zrozumieć rzeczywistość. Przemierza Arabię Saudyjską, Egipt, włoską Lampedusę, następnie całe Włochy i Francję, by dotrzeć do celu. W każdym z tych krajów Saad Saad nie jest mile widziany, jest tylko nielegalnym imigrantem.
Los imigrantów to tylko jeden z wielu tematów podejmowanych w powieści. Ludzi stojących poza prawem, chociaż nigdy prawa nie złamali. Starali się jedynie o to, by przeżyć. E-E Schmitt próbuje także pokazać człowieka, który nie angażuje się w politykę, a chce tylko godnie i spokojnie żyć. Taki punkt widzenia często jest nam obcy.
Saad Saad po arabsku oznacza Nadzieja Nadzieja. W języku angielskim brzmi jak Smutny Smutny. Bohater sam musi zdecydować, po której stronie chce być. Ulissesem pierwszy nazywa go ojciec. Saad Saad zżywa się z imieniem i przekazuje go kolejnym osobom.
W powieści jest jednak miejsce na ciepły humor, refleksje, nadzieję, błyskotliwe dialogi i szczęśliwe zakończenie.
Kilka miesięcy po "Ulissesie z Bagdadu", Eric-Emmanuel Schmitt wydaje swoją kolejną powieść, "Zapasy z życiem". W zasadzie zakwalifikowanie książki do gatunku powieści jest może na wyrost, bowiem to tylko 70 stron i zajmuje jeden wieczór.
Miejscem akcji wydarzeń jest Japonia - już ten fakt skusi wielu do sięgnięcia po pozycję. To opowieść o japońskim chłopcu, który po śmierci ojca ucieka z rodzinnego domu, prowadzi życie włóczęgi, sprzedaje tandetne przedmioty na jednej z głównych ulic Tokio. Pewnego dnia Jun poznaje starca, który wita chłopca słowami - "widzę w tobie grubego faceta". Te słowa sprawiają, że wychudzony Jun rzuca stertę wyzwisk w stronę staruszka. Wkrótce okazuje się, że starzec prowadzi szkołę sumo. Któregoś dnia zaprasza Juna do obejrzenia zawodów. Mimo początkowej niechęci do tego sportu, Jun pojawia się na turnieju i radykalnie zmienia sposób postrzegania zawodników sumo. Jak najszybciej pragnie wstąpić w szeregi uczniów mistrza Shomintsu. Dalej akcja toczy się w szybkim tempie, kolejne lata uciekają, a wydarzenia zmieniają się jak w kalejdoskopie.
Urzekający jest wątek korespondencji głównego bohatera z matką, która była analfabetką - "W pierwszym liście była biała kartka. Odwróciłem ją, przysunąłem do twarzy, odsunąłem, potem, badając ją pod światło, zauważyłem okrągłą plamkę, która rozmiękczyła strukturę papieru, przez co jego kolor ściemniał. Rozpoznałem łzę: mama płakała po moim wyjeździe". Te fragmenty pokazują, że Schmitt posiada jeszcze zapas dobrych, literackich pomysłów.
"Zapasy z życiem" to lektura z jasnym i czytelnym przekazem myśli autora, dla wszystkich zagubionych, stojących na rozdrożu, szukających dobrej rady, jak pokierować swoim życiem. To opowieść o wierze w drugiego człowieka, zaufaniu, chęci pomocy, metafora wewnętrznej siły. Jednakże subiektywnej ocenie pozostawiam tezę, czy ten znakomity francuski pisarz stawia ostatnio w swojej twórczości na "ilość" czy "jakość" wydawanych powieści.
Hanna Przybyła
Do każdej książki Erica-Emmanuela Schmitta podchodzę z wielką ciekawością. Przyznaję, nie są to powieści łatwe. Czasem zbyt filozoficzne, przepełnione symboliką, metaforami. Dotychczasowe wydawnictwa francuskiego pisarza, sprawiały jednak, że przeniosłem się w inny świat- pełen dobra, nadziei, bezinteresowności...
Jego najnowsza książka „Kiki van Beethoven" kolejną odsłoną cyklu poświęconym wybitnym muzykom. Składa się z dwu części, których wspólnym mianownikiem jest muzyka jednego z klasyków wiedeńskich.
Pierwszą z nich stanowi opowieść o kobiecie w jesieni życia, która przed laty była zafascynowana twórczością Beethovena. Z biegiem lat, stała się jednak obojętna na jego muzykę. Nie czuje już tego ciepła, emocji, co dawniej. Dlaczego tak się stało? Próbując znaleźć odpowiedź, musi uporać się z demonami przeszłości, pozbierać rozsypane kawałki własnego życia.
Cześć druga to esej „Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł a tylu kretynów żyje...", w którym autor zawarł rozważania na temat swojego życia. Analizuje podjęte decyzje, ich konsekwencje, dokonuje gradacji wartości, którymi się kierował. Zauważa, że w najważniejszych chwilach życia towarzyszyła mu właśnie muzyka Beethovena. Porównując go do innych artystów, oddaje mu hołd. Wyjaśnia, co sprawiło, że dał oczarować się magii akurat tego artysty. Dla Schimtta kompozytor to przewodnik po meandrach życia, przyjaciel. Muzyka ma ogromną moc- pobudza do myślenia, koi nasze nerwy, pomaga nabrać dystansu.
Książka wzbogacona jest o płytę, na której znalazły się wybrane przez Schmitta utwory Beethovena. Czytając, polecam posłuchać płyty. To pozwoli wejść w świat obu artystów, poznając go kawałek po kawałku.
Marek M. Magda
"Trucicielka" Erica-Emmanuela Schmitta to zbiór czterech pozornie różnych opowiadań francuskiego autora, którego nazwiska nie trzeba nikomu przedstawiać. Za opowiadania, autor otrzymał w 2010 roku Nagrodę Goncourtów.
W czterech historiach poznajemy kolejno tytułową trucicielkę, oskarżoną o zabójstwo męża, która stara się być w centrum uwagi proboszcza, zatruwając jego umysł; marynarza, dowiadującego się o śmierci jednej ze swoich córek, do którego zaczyna docierać, jak bardzo kocha swoją rodzinę i jak mało ją zna; dwójkę ludzi zmienionych nie do poznania przez błędną decyzję jednego z nich; wreszcie małżeństwo: prezydenta i jego kiedyś ukochaną żonę, a dziś kobietę, która zatruwa całe jego życie osobiste i zawodowe.
Do książki E. E. Schmitt dołącza krótki dzienniczek, który powstawał w trakcie pisania poszczególnych historii, a w którym zastanawia się między innymi nad trudnością tworzenia opowiadań.
Motywem przewodnim wszystkich opowiadań jest obsesja, która w każdym tekście przybiera jednak inne oblicza. Nie brakuje również wielkich namiętności, miłości, ambicji, pasji, zazdrości, nienawiści,ale i troski i czułości. Na szczęście żadna z historii nie jest przesłodzona, a wszystkie łączy motyw św. Rity od rzeczy niemożliwych, przez co opowiadania stają się jeszcze ciekawsze, a ich indywidualny odbiór bardzo zróżnicowany. Wszystkie historie są również ciekawe pod względem psychologicznym. Oto tytułowa trucicielka- zbrodniarka, która ulega fascynacji młodym księdzem. Aby zainteresować go swoją osobą, opowiada mu o zbrodniach, w ramach tajemnicy spowiedzi. Czy ksiądz zdoła ją zmienić? Czy też będzie jej ofiarą? Jak proboszcz poradzi sobie z tajemnicą spowiedzi?
Taka oszczędność stylu oraz dobra fabuła sprawiają, że opowiadania czyta się bardzo dobrze. Dla fanów E. E. Schmitta z kolei, książka jest pozycją obowiązkową.
Hanna Przybyła
