| Home | Events | Article | _Article1 | TEKSTY | Photos | Blogs |
| Classifieds | All Music | _Article2 | czytelnia | Foto | Groups | _SITE |
Blogs
niepodpisana_'s blog
Grecka muzyka w dobie kryzysu wcale nie taka straszna !
Na wstępie pragnę napisać zdanie lub nawet dwa, które będą jednymi z niewielu, a może jedynymi elementami obiektywnymi wobec recenzowanego przeze mnie w późniejszej części wydarzenia . . Myśl ta ma dotyczyć ogólnej wizji imprezy, która odbywa się cyklicznie od kilku lat w Tarnogórskim Centrum Kultury. Co roku inny kraj brany jest pod „kulturową gilotynę" i „wyciąga się" z niego to co najlepsze . Obrazy przedstawiane przez media , na ogół lekko na wyrost ukazują poszczególne gałęzi kulturowe czy polityczne danego kraju . Zatem nie może dziwić stanowisko i istnienie imprez pokroju Tarnogórskich Makat. Są po to aby między innymi, lub przede wszystkim przełamać stereotypy wobec obcej narodowości,towarzyszącej jej kultury i sztuki . Należy więc skorzystać z szansy poznania, bądź po prostu zweryfikowania lub nawet zanegowania swoich wcześniejszych myśli .
Organizatorzy tegorocznej imprezy, rzecz jasna zupełnie przypadkowo posiedli zdolność profetyczną i wybrali kraj z Półwyspu Bałkańskiego , a mianowicie Grecję. Nie można oczywiście mówić tutaj o żadnym wizjonerstwie - po prostu zbieg okoliczności, który tym bardziej powinien zachęcić Tarnogórzan i nie tylko do uczestnictwa w Makatach .
Dosyć już ogólnego wprowadzenia, natychmiast przejdę do meritum,które męczy mój umysł.
Gdyby ktoś przed występem tegoż zespołu zadałby mi pytanie, jaki instrument muzyczny uważam zarówno za najbardziej magiczny, transcendentalny i prawie nieznany - odpowiedziałbym,pewnie z chwilą zastanowienia - harfa.
Jednakże , kolejne pytanie skierowane do mnie , czy do kogokolwiek będącego tego dnia na sali, które miałoby obnażyć moje uczucia (swoją drogą, mocno targanych w każdą możliwą stronę podczas koncertu), musiałoby brzmieć : Który z instrumentów będących na scenie wpłynął znacznie na Pani stan emocjonalny ? Bez zająknięcia nastąpiłoby powtórzenie swojej odpowiedzi.
W czwartkowe popołudnie wystąpili Anna Faber wraz z zespołem w składzie Luiza Figiel,Monika Szulińska, Marek Matwiejczyk oraz gościnnie Piotr Nowicki. Szczególną uwagę należy zwrócić na ostatnie nazwisko, które reprezentuje multiinstrumentalistę , absolwenta Akademii Muzycznej w Katowicach. Jego talenta ukazane zostały nam w sposób bardzo różny i w dosyć szerokim spectrum możliwości ( w końcu określenia „multiinstrumentalista" zobowiązuje ). Usłyszeliśmy zarówno wokal, który od razu musiał kojarzyć się z klimatami znad Morza Śródziemnego, a także niebanalną grę na skrzypcach i instrumentach klawiszowych . Niesamowitym tłem zarówno dla Anny Faber i jej harfy , okazał się z pozoru nie pasujący do całej lekko egzotycznej wizji zespołu basista - Pan Marek Matwiejczyk. Po pierwszych dźwiękach, ta chwilowa wątpliwość została rozwiana . Wydawać by się mogło,że gitara basowa przyćmi , lub co gorsza nadpsuje efekt skrzypiec czy innych instrumentów. Dzięki Bogu, żadne z tych daleko sięgających przypuszczeń nie miało miejsca , gdyż spotkała się ze sobą grupa ludzi świadoma swoich umiejętności i wiedząca doskonale co należy zrobić , aby porwać publiczność zgromadzoną w TCK'u. Jeszcze moment pozwolę poświęcić Pani Monice Szulińskiej i jej roli w tym muzycznym przedsięwzięciu . Przyznam,że mnie osobiście najbardziej porwały dźwięki wydobywające się z instrumentów, które zostały przedstawione bardzo ogólnie jako „perkusyjne". Poza tradycyjnymi bębnami i talerzami , musiały pojawić się elementy, których nazwy nigdy wcześniej nie były mi znane , a mianowicie : darabucca, djemba oraz daf. Trzy razy „D" dodało jakby wielokrotność tej liczby, do magii tego występu. Zatem wielkie oklaski, nie dla instrumentów, lecz dla Pani Moniki, która spisała się bardzo dobrze w roli multiinstrumentalistki.
Nie można także zapomnieć o kojącym dźwięku fletu, porywającego widza w nadmorskie miejsca, oddalone przecież kilometry od Tarnowskich Gór . Tego typu podróże, wydawałoby się dalekie i nie możliwe w tak krótkim czasie , stały się realne w momencie solówek Pani Luizy Figiel. Cieszę się,że zdołałam poddać się tego typu podróży i wrócić, aby móc napisać tę właśnie recenzję.
Koncert rozpoczął się od dwóch przyjemnych pieśni, gdzie historię jaką mógł dopowiedzieć sobie każdy ze słuchaczy na pewno oscylowała wokół nieszczęśliwej miłości, przeżywającej zarówno uniesienia jak i upadki. Każdy z utworów był emocjonalny , to nie podlega w ogóle ,żadnej dyskusji. „Chartino to fengaraki" rozpoczęło muzyczną ucztę. Delikatne brzmienie pieśni zaprzeczyło jej treści i przesłaniu : przecież miało być o miłości! W dodatku tej nieszczęśliwej ! Chwilowo jednak czuło się jak na sielance, lekko bez treści i niewiarygodne wobec przedstawionej wcześniej tezy . Później było już lepiej. Bardziej dało odczuć się tę roztargnioną duszę, która gdzieś popełniła w swoim życiu błąd ... Historia jest o tyle przekonująca,że w moim mniemaniu nie opowiadała ona wcale o człowieku rozpaczającym i stojącym w miejscu. On ciągle poszukiwał przyczyny swej nieudolności i co gorsza był na tyle silny,że łudzi się iż wszystko naprawi . To wprowadza u publiczności zawód i przejęcie , dlatego kolejne utwory takie jak „Ta paidia tou peirea", „tango tis Nefelis","Sto pa kai sto ksanaleo", pozwoliły nam mówiąc brutalnie i podle " kąpać się " w miłosnej tragedii . Wszystko to miało swój urok, bo zarówno harfa , a przede wszystkim flet zbudowały obraz tak wiarygodny,że nawet chcąc obserwować to obiektywnie z boku, zapierając się rękoma i nogami - zostaliśmy wciągnięci i to na dobre. Piąty na liście utwór "Milise mou" wywarł na mnie największe wrażenie. Pewnie przez fakt,że na jego budowę złożyła się masa przeróżnych dźwięków oraz co oczywiste, wiele instrumentów. A i tematyka była skrajnie różna - WOLNOŚĆ. Na ogół można uznać je za przejaw patriotyzmu.Jako wykrzykiwane brzmi pewnie,patetycznie ,ale przede wszystkim przekonująco. Cóż za analogia. Tak właśnie zachowała się w mojej myśli ta pieśń. Głównie udział skrzypiec w rękach Piotra Nowickiego, spowodował momentami zaskakujące zmiany tempa, wprowadzające mnie w stan niepewności . Z niecierpliwością czekało się na przyszłość oddaloną o 30s ... ciekawość. Nieprzewidywalny = niebanalny. Ten utwór bez wątpienia przyćmił kolejne : "San ton Metanasti", "Eisai h nuxta me ainigmata" , "Pame xana sta thavmata ", "Xalkida" . Dopiero dziesiąta na liście "Zorba", porwała publiczność. Wszystko za sprawą przyjemnej,a co najważniejsze znanej melodii , która na dodatek została świetnie zaaranżowana. Skwitowanie występu tańcem pomiędzy krzesełkami w Tarnogórskim Centrum Kultury powinno okazać sie najlepszą, jedyną prawdziwą recenzją dla zespołu.
Zatem mój trud niestety okazał się zbyteczny. Ja jednak pójdę śladem Nerona i podniosę kciuk do góry w celu rekomendacji(bardzo dosłownej). Ot, tak - Aby dopieścić czytelnika !
*Dziękuję Annie Faber za rozmowę, oraz udostępnienie listy utworów, oraz informacji na temat zespołu.
Niepodpisana_
